Miłośnikom sportów motorowych na pewno nie trzeba tłumaczyć, czym jest Pikes Peak. Każdego roku odbywa się tu wyścig, na który zjeżdżają kierowcy i motocykliści z całego świata. Cel jest jeden – ustanowić nowy rekord dojazdu na szczyt tej góry - http://janpolbis.pl/pl/okladki-konferencyjne. Zawodnicy mają do pokonania dystans zaledwie dwunastu i pół mili, czyli niecałych dwudziestu kilometrów, jednak droga liczy aż 156 zakrętów i wspina się na wysokość prawie półtora kilometra. W wyścigu na Pikes Peak udział biorą zarówno amatorzy, jak i profesjonalni kierowcy wyścigowi czy rajdowi. Startują w różnych klasach, spośród których najbardziej ekstremalna i fascynująca nie nakłada na twórców samochodu żadnych ograniczeń, poza określonymi wymogami bezpieczeństwa. Pojemność i moc silnika czy rozwiązania aerodynamiczne zależą tylko i wyłącznie od inwencji i możliwości twórców pojazdu - http://tkaninydarpol.pl/pl/c/Tkaniny-wg.-nazw/76. Obecny rekord przejazdu trasy Pikes Peak ustanowiony został w roku 2013 i wynosi nieco ponad osiem minut i trzynaście sekund. Jego autorem jest dziewięciokrotny rajdowy mistrz świata, Sebastien Loeb.

Kiedy myślimy o samochodach popularnych dzięki filmom, pierwszym skojarzeniem są samochody Jamesa Bonda. Nie tylko jeździł on najlepszymi brytyjskimi sportowymi samochodami – z krótką przerwą na romans z niemieckim producentem – ale w dodatku były one wyposażone w mnóstwo gadżetów, o których mógł tylko marzyć każdy miłośnik szpiegowskiego rzemiosła. Filmy wpływają nie tylko na popularność poszczególnych marek czy modeli samochodów, ale mogą również kreować nowe trendy. Wprawdzie jeszcze nikt nie wpadł na to, jak zmieniać swój samochód w robota, jednak upodabnianie aut do filmowych Transformersów jest dość popularne w Stanach Zjednoczonych. W 2001 cały świat dzięki filmowi „Szybcy i wściekli” oszalał na punkcie jaskrawych lakierów nadwozia, ogromnych spoilerów i neonów pod samochodami. Z kolei w latach osiemdziesiątych w Australii za pośrednictwem filmu „Mad Max” zapanowała moda na ogromne krążowniki szos, napędzane potężnymi silnikami, które wyglądem raczej nie wzbudzają podziwu, za to potrafią zaskoczyć osiągami.

Zielone Piekło, jak powszechnie nazywają niemiecki tor Nurburgring miłośnicy sportów samochodowych, jest miejscem legendarnym. Tor ten wzbudza emocje od wielu lat, a jego Północna Pętla przeszła do historii jako miejsce wielu wypadków. Każdy miłośnik szybkiej jazdy może przyjechać na tor i za odpowiednią opłatą przejechać kilka okrążeni. Ring jest również ulubionym miejscem producentów sportowych samochodów. Tutaj testują swoje nowe produkty, a czas pokonania okrążenia Północnej Pętli jest dla wielu klientów istotnym czynnikiem przy wyborze nowego samochodu. Niestety w wyniku wielu lat złego zarządzania legendarny tor znalazł się w poważnych tarapatach finansowych. Obecni właściciele postanowili przeobrazić tor wyścigowy w park rozrywki. Niestety nie przyniosło to oczekiwanego efektu i skończyło się efektowną, kosztowną klapą. Udało się natomiast stworzyć nowoczesny tor, na który ściągnięto wyścigi Formuły1. Niestety nie uratowało to Ringu przed bankructwem i zdecydowano się wystawić go na sprzedaż.

Publiczna droga nie powinna służyć nikomu za tor wyścigowy. Niestety mnóstwo kierowców, zwłaszcza tych młodszych, traktuje drogi jako swój własny plac zabaw. Nie interesuje ich, że stanowią w ten sposób zagrożenie dla siebie oraz innych użytkowników drogi. Faktem jest, że w Polsce nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie mogliby ćwiczyć w bezpiecznych warunkach. Nie mamy torów wyścigowych z prawdziwego zdarzenia, a w wielu miejscach, w których można sprawdzić możliwości własne oraz naszego auta, pobierane są słone opłaty, na które nie każdego stać. Nie zmienia to jednak faktu, że nielegalne wyścigi oraz zabawy na publicznych drogach nie powinny mieć miejsca. Tym bardziej, że często nasze umiejętności wcale nie są tak niesamowite, jak nam się wydaje. W Internecie mnóstwo jest filmików z wyczynami zawodowców oraz amatorów, którym wydaje się, że są równie dobrymi kierowcami. Niestety różnice między jednymi i drugimi są widoczne na pierwszy rzut oka. Niestety amatorskie wyścigi w ruchu ulicznym często kończą się tragicznie.

Wyspa Man, położona w archipelagu Wysp Brytyjskich na Morzu Irlandzkim, jest miejscem, które każdy prawdziwy entuzjasta motocykli powinien odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Najlepiej podczas rozgrywanego tutaj od 1907 roku legendarnego wyścigu ulicznego Isle of Man TT. Wyścig ten jest niezwykle prestiżowy a jednocześnie niebezpieczny. Przez niemal trzydzieści lat wyścig na wyspie Man zaliczany był to kalendarza Motocyklowych Mistrzostw Świata, z którego jednak zniknął ze względu na kwestie bezpieczeństwa. Trudno powiedzieć, co jest takiego w trasie wyścigu na wyspie Man, że przyciąga maniaków dwóch kółek z całego świata. Czy chodzi o fakt, że jest wymagająca i weryfikuje umiejętności motocyklistów, czy może ważniejsze jest ryzyko, które ze sobą niesie? Zapewne każdy z uczestników wyścigu kieruje się innymi pobudkami, nie da się jednak zaprzeczyć, że każdy kto chociaż raz wziął udział w tym wydarzeniu, marzy o tym, by powrócić na wyspę Man i wycisnąć z siebie oraz motocykla jeszcze więcej.

Szukaj

Kategorie

Chmurka Tagów

Archiwa

Polecane

Link1 | Link2 | Link3

Copyright © 2015. All Rights Reserved.